Moja mleczna droga, czyli początki karmienia

Moja mleczna droga, czyli początki karmienia

Moja mleczna droga, a raczej moja i mojego syna trwa już ponad rok. Choć początki nie były łatwe to jestem dumna z każdej kropli mleka. A jak to się zaczeło?

Od zawsze wiedziałam, że będę karmić piersią. Było to dla mnie tak oczywiste, że nawet nie zastanawiałam się, że może być inaczej. Gdy byłam w ciąży wiedziałam, że będę karmić. Myślałam, że po urodzeniu dziecka wszystko przyjdzie samo z siebie i odruchowo. Dziś wiem, że nie do końca tak to wyglądało. Złożyło się na to kilka różnych czynników.

Wtedy byłam zupełnie zielona w temacie karmienia piersią. Nie wiedziałam nic (oprócz tego, że po porodzie należy jak najszybciej przystawić dziecko). Teraz wiem, że już w czasie ciąży mogłam dowiedzieć się nieco więcej o karmieniu piersią może byłoby mi wtedy łatwiej, a przede wszystkim byłabym bardziej świadoma i dzięki temu nikt nie byłby wstanie zniechęcać mnie przytaczając nieprawdziwe argumenty.

Początki były trudne. Rodziłam poprzez cesarskie cięcie. Syna przynieśli mi na sale po ok. 1-2 od porodu. Pielęgniarka pomogła mi przystawić syna do piersi tzn. położyła go na mnie i kazała karmić. Mały szybko zasypiał wtulony przy piersi. Tak to się zaczeło. Nie wiedziałam wtedy, że samo przystawienie dziecka do piersi ma znaczenie. Nie wiedziałam, że złe przystawianie dziecka do piersi może przynieść ból. Początkowo maluszek nieco za płytko łapał pierś, więc piersi zaczęły boleć. Poranione brodawki i ból jakoś nie bardzo mnie wtedy zniechęcały, bo to tylko kolejny ból, który towarzyszył w pierwszych dniach po cesarce. Wtulone we mnie maleństwo dodawało mi sił.

Od samego początku polubiłam bliskość jaką dawało mi karmienie piersią mojego syna. Jakoś tam sobie radziłam z przystawianiem małego do piersi. Nie analizowałam tego czy robię to dobrze czy źle. W zależności od zmiany personelu zdarzały się pielęgniarki bardzo pomocne i udzielające cennych wskazówek. Były też takie, którym chyba nie specjalnie zależało na czym kol wiek i oczekiwały, że młoda mama powinna wszystko wiedzieć. Trochę mnie to dziwiło, bo na drzwiach oddziału niemowlęcego był wielki napis “Całodobowa pomoc laktacyjna” – w praktyce niestety czasami strach było o coś zapytać.

Niestety 2 dnia po porodzie. Okazało się, że mały traci na wadze… zbyt dużo. No i się zaczeło. Usłyszałam, że mały się nie najada i chyba będzie trzeba dokarmiać go MM. To mnie trochę podłamało. Było mi zwyczajnie przykro, że nie dałam rady urodzić naturalnie syna, a jeszcze to, że nie umiem go wykarmić spędziło mi sen z powiek. Był smutek i łzy. Jedna z położnych radziła, że spróbować odciągać mleko i dokarmiać go nim. Próbowała. Ręcznie nie umiałam wycisnąć ani kropli mleka, a przystawanie laktatora było takim bólem, że nie dałam rady (teraz cieszę się, że tak się stało). W tym samym czasie przyszedł nawał mleczny. Twarde piersi, które nie ułatwiały przystawiania małego maluszka do piersi.

Pediatra zalecił ważenie małego po każdym karmieniu. Karmiłam, ważyłam. Przez te 2 dni karmienie piersią nie sprawiało mi żadnej przyjemności. Był tylko strach – czy dziecko się najada, czy wszystko jest ok, czy warto? Trochę czułam się tam jak pod oszczałem, albo na jakimś niekończącym się egzaminie. Na szczęście mały przestał tracić gramy. Waga się ustabilizowała. Dostaliśmy wypis.

Pojechaliśmy do domu i tam zaczęła się nasza mleczna droga. Bez stresu, bez presji. Ale też nie było łatwo. Pierwszy miesiąc przyniósł nam wzloty i upadki. W domu karmienie piersią zaczeło mi sprawiać przyjemność. Mogłam podejść do tego bez stresu. Nikt nade mną nie stał, nie liczył gramów. Okazało się, że mały przybiera bardzo bardzo dobrze. Szybko nadrobił straconą wagę i rósł jak na drożdżach. Niestety w pierwszym miesiącu nie obyło się bez bolesnych zastoi pokarmu, zatkania kanalika mlecznego i infekcji piersi. Był ból i karmienie ze łzami w oczach i zaciśniętymi zębami. Trafiłam do doradcy laktacyjnego i później było już tylko lepiej.

Moja mleczna droga trwa już ponad rok. Mały nigdy nie był dokarmiany MM – choć dużo osób w to nie wierzyło. Ja mała, drobna i chuda jak patyk, a mój syn chłop jak dąb! Cieszę się ogromnie z każdej kropli mleka, którą wyprodukowało moje ciało! Cieszę się, że dałam radę. Cieszę się, że mogłam dać mojemu dziecku to co najlepsze. Karmienie piersią to dla mnie piękny okres pełen miłości, bliskości i niekończącego się tulenia i przytulania!

Miłego dnia!

Klaudia

o Autorze

Klaudia

Mama 2,5 latka. Mama grafik. Lubię ładne rzeczy i dobry design.

4 komentarze

  1. Daria napisał(a):

    Ja też cieszę się z każdego mlecznego dnia. Karmienie pierwsza to piękne chwile choć początki bywają różne.

  2. iwona napisał(a):

    Czułam się tak, jak gdybys opisała moją historię. Taki sam początek, problemy z wagą dziecka, zatkany kanalik…. ech z tym wyjątkiem ,ze mój synek jednak dostał mm w szpitalu….. Ale teraz karmię już pół roku piersia i jestem dumna z siebie i z synka, ze daliśmy radę. Gratuluję również Wam. Karmienie piersia jest cudowne, ale i trudne. Nikt nie zrozumie, kto tego nie doświadczył. Pozdrawiam serdecznie

  3. Tolka napisał(a):

    Ja karmię MM, ale podziwiam mamy, którym karmienie piersią się udaje. Ja dałam radę karmić miesiąc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Logo Header Menu